poniedziałek, 21 września 2015

Rozdział 4

4.

Nadal stała oniemiała twarzą w twarz z wrogiem. Teraz mogła go lepiej dostrzec. Wyłupiaste czarne oczy przyprawiały o dreszcze, a z białych, ostrych kłów ciekła ślina. W każdej chwili był gotów zaatakować. Dominika oczywiście została przygotowana na takie ewentualności, jednak nie miała pojęcia, że zostanie z tym sama, kiedy wraz z Agathą miała tylko pilnować wejścia. Z jednej strony martwiła się o kuzynkę, a z drugiej powinna martwić się o siebie.

- Nie ma takiej potrzeby - skarciła się za taką myśl.

Pospiesznie zdjęła z siebie kuszę, cały czas lustrując wzrokiem demona, który krążył wokół niej. Teraz dookoła panowała cisza oraz mrok, tylko wiatr szumiał w uszach. Drzewa przypominały wysokie postacie z gałęzistymi dłoniami, sam widok nie jedną osobę by przeraził, lecz nie ją.

- No dalej! Na co czekasz? - zapytała lekko zniecierpliwiona.

Jak na zawołanie zezłoszczony potwór, zaczął biec w jej kierunku. Chwyciła za broń i strzelała do celu. Jedną strzałą trafiła w oko, a następną w nogę, ale to wcale nie wytrąciło go z równowagi, wręcz przeciwnie, jego zapał się zwiększył. Nastolatka rzuciła kuszę na ziemię i  tym razem wyjęła seraficki miecz. Nawet nie zauważyła, gdy stwór rzucił się na nią, uchyliła się lekko w bok, ale pazury zostawiły głęboki ślad w jej ramieniu. Syknęła i odruchowo złapała się za to miejsce.

- Ty cholerny draniu! Gorzko tego pożałujesz - warknęła.

Ogarnęła ją fala złości, przez co miała jeszcze więcej siły. Zamachnęła z ogromną mocą mieczem i przecięła zwierzynie nogę. Ta ze śliną sterczącą z pyska zagryzła swe szczęki na nodze Dominiki. 
Dziewczyna wydała z siebie krzyk bólu. W wydzielinie z jego ust była trucizna, która powoli wtaczała się do organizmu. Ostatkami sił, podniosła broń do góry i z wielkim wysiłkiem spuściła ja na kark demona, tym samym odcinając mu głowę. Potem nastała tylko ciemność.

***

Agatha patrzyła na towarzysza siedzącego na drzewie, który przyglądał jej się z zaciekawieniem. Jednak to on przerwał narastającą ciszę.

- Dlaczego mnie goniłaś, Nefilim? - głos miał opanowany.

Teraz w świetle księżyca mogła dostrzec jego lekko zarysowane mięśnie twarzy. Niebieskie oczy jarzyły się niczym u kota, a ciemne włosy opadały na czoło. Dziewczyna dopiero teraz zdała sobie sprawę, że to czarodziej.

- Dlaczego śledziłeś mnie i moją koleżankę? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, zła na siebie, iż w ogóle postanowiła za nim iść,

Mężczyzna zszedł z gracją na gałąź niżej, dziwacznie gestykulując rękami i rzekł:

- Cóż tak naprawdę wcale was nie śledziłem, tylko jedynie obserwowałem rozwój zdarzeń - na twarz wpełzł mu cwaniacki uśmieszek.

Agatha wywróciła oczami.

- To jedno i to samo.

- Mógłbym się upierać, że nie, ale skoro wolisz to tak nazywać to...

- Och, przestań już - wtrąciła się nie mogąc dłużej słuchać całego tego filozofowania.

Czarodziej tym razem zeskoczył z drzewa i podszedł do Nocnej Łowczyni. Obejrzał ją dokładnie z każdej strony. Miała piękne, długie, rude włosy oraz oczy w kolorze głębokiej zieleni. Dzięki czarnemu strojowi, w mroku niezbyt można było ją dostrzec. Po chwili wahania powiedział:

- Zapewne córka Damona Herondale, zgadłem?

Agatha otwarła usta ze zdziwienia.

- Sk-skąd o tym wiesz?

W tej chwili odpowiedzi nie otrzymała, ponieważ powietrze przeszył straszliwy krzyk. Należał do Dominiki. Prędko rzuciła się w tamtym kierunku, a towarzysz ruszył za nią.

***

W tym samym czasie, na strychu w opuszczonym budynku panował nie mały bałagan. Hannah i Madeline próbowały uporać się z okropnym demonem zanieczyszczającym właśnie to pomieszczenie. Całe zadanie byłoby banalne, gdyby stwór nie pluł substancją parzącą skórę.

- Maddie ty zajdź go od tyłu - szepnęła na ucho nastolatce - ja będę z przodu.

Ale Madeline ledwie co trzymała miecz w dłoni, ponieważ cała jej prawa ręka została obrośnięta małymi bąblami. Kiwnęła tylko głową, a kiedy koleżanka odwracała jego uwagę, zawzięcie ciachając  demona w brzuch, ona umknęła na tył.

- Zaraz z tobą skończymy, raz na zawsze - powiedziała do siebie przygotowując się do ataku.

W momencie, w którym stwór postanowił zaatakować swoją wydzieliną nogi Hanny, Madeline rzuciła się do biegu i wbiła miecz w miejsce, gdzie tak naprawdę powinno znajdować się serce. Minęło parę sekund, kiedy po demonie został tylko popiół.

- Ostro, siostro! - zawołały do siebie nawzajem.

Następnie wyjęły stele i nawzajem nakreślały sobie runy lecznicze. Zanim preparat zniknie spod skóry mijało kilka godzin, tak więc ręka Maddie została opatrzona tak samo jak obie nogi Hann.

- Szczerze powiedziawszy nie poszło nam tak źle - uśmiechnęła się jedna z nich.

- Lepiej wracajmy na zewnątrz, założę się, że wszyscy już tam na nas czekają.

Wszelako bardziej mylić się nie mogła. Na początku lekko kulejąc zeszły piętro niżej i poczęły wołać przewodnika grupy, ale nikt się nie odezwał, także myślały, iż przebywa teraz na dworze. Po kilku chwilach udręki wreszcie dotarły do celu. Rozejrzały się wokoło, lecz tutaj panowała jedynie pustka. Nocna Łowczyni podtrzymująca Hann kazała jej usiąść na trawie, a moment później sama zrobiła to samo.

- Byłam pewna, że reszta będzie już na miejscu - powiedziała trochę zszokowana.

- Może nastąpił niespodziewany rozwój wypadków? - Hannah poruszyła sugestywnie brwiami.

- Ale z ciebie debil - zaśmiała się kuzynka.

Parę minut rozmawiały dosłownie o niczym, aż w końcu Madeline zapytała :

- Widzisz to? - wskazała palcem na okno do którego zostało doczepione coś białego.

- Co to takiego? - nastolatka również dostrzegła niewyraźny kształt.

Maddie wstała i poszła w tamtą stronę.

- Wydaje mi się, że to jakiś list. Ale wcześniej go tu nie było.

Miały niejasne wrażenie, iż do niczego dobrego to nie doprowadzi.

***

Sus szła podziemnymi korytarzami starego domu. Na glinianych ścianach pełno było rysunków i napisów zapisanych dokładnie krwią. Poczuła głęboką potrzebę zwymiotowania, aczkolwiek próbowała się powstrzymać. O dziwo pochodnie przyczepione z boku świeciły, co wydawało się nieco podejrzane. Z pomieszczenia na końcu korytarza również dobiegało jakieś światło, tak więc obrała tamten kurs.

- Strasznie tu zimno - zadrżała i otuliła mocniej swoją szyję szalem. - Julie miała rację, żeby niczego nie dotykać.

Nawet nie zdała sobie sprawy, kiedy wreszcie dotarła do ogromnego pokoju.
Lokum nawet w najmniejszym stopniu nie było przytulne, wręcz przeciwnie. Wiało tu grozą i czarną magią. Znajdowało się tutaj bardzo wiele szafek ze słoikami. To one stanowiły główną część pomieszczenia. Z niesmakiem stwierdziła, iż w środku są jakieś wnętrzności. Susan zrobiło się niedobrze i to nie na żarty. Pośrodku ustawiony był ogromny stół a obok stojak na przeróżne noże, nie zapominając o tym, iż dookoła rozlana była krew.

- Coś mi tu nie pasuje - szepnęła.

Jej wzrok padł na jedną ze ścian, gdzie ujrzała głowę. Powieszoną głowę, z której kapała gęsta, czerwona ciecz. Głowę, należącą (prawdopodobnie) do Nefilim. Miała ochotę krzyczeć, wykrzesać z siebie całą złość, rozpacz i szok. Ale jej wysiłki poszły na marne, a z dziewczyny nie wydobył się żaden dźwięk.

- Witaj, mała - usłyszała przeraźliwy, psychopatyczny głos za plecami.

***
Kilka chwil przed tym, gdy Hannah i Madeline jeszcze nie zeszły na dół.

- O co chodzi? - zapytała Claudia - I gdzie jest Sus?

-O-ona, półka, k-książki, zniknęła - potok słów wydobył się z ust Julie.

- Powiedz to powoli i spróbuj się uspokoić - utrzymała powagę sytuacji.

Julie opowiedziała o wszystkim Claudii, a ta złapała się za głowę. Przez dokładnie dziesięć minut szukały razem jakiegoś ukrytego przejścia lub cokolwiek w tym stylu, jednakowoż nic nie znalazły.
Zrezygnowane ustaliły, że wrócą na zewnątrz i tam ustalą dalsze wskazówki co do poszukiwania Sus.
Idąc schodami w górę rozmawiały chwilę, jak pod napięciem.

- Rozumiesz, nie możemy nikomu powiedzieć o tym, że Sus tak po prostu zniknęła, ok? - oznajmiła Julie.

- Myślę, że chyba przyda nam się pomoc ze strony innych, tym bardziej, iż nie mamy bladego pojęcia gdzie się podziewa.

- Same musimy się z tym uporać. To nasza działka, inni mają swoje problem.

- Dobra, zobaczę co da się zrobić.

Wyszły na dwór, gdzie nie było widać żywej duszy.

1 komentarz: