3.
Cody Blackworth był dumny z posiadania szkockiego instytutu, w którym gościło tak wielu Nocnych Łowców, chociażby dlatego, iż żaden nie marnował tu swojego czasu. W tej części kraju o dziwo coraz częściej roiło się od nieprzyjaznych stworze. Enklawe zbywało to jednak tylko machnięciem ręki i przysyłało coraz więcej Nefilim, jednak trzydziestoletni Cody wiedział, że coś jest na rzeczy, a Enklawe nie mówi mu o wszystkim, nie był na tyle głupi, aby się nie domyślić. Chodził w swoim gabinecie to w jedną stronę to w drugą. Mężczyzna nie należał do najwyższych, miał około metr sześćdziesiąt osiem, posiadał śniadą cerę, ciemne włosy i piwne oczy. Trzy lata temu zmarła jego żona, za którą niezmiernie tęsknił. Oddała swoje życie w obronie jednego z Nocnych Łowców, kiedy to demon chciał go ugodzić. Była naprawdę odważna i dzielna. Czasami w nocy Blackworth poprzysiągłszy zemsty wybierał się na kilku godzinne wędrówki w poszukiwaniu demona.
***
Łazienka dla dziewczyn na trzecim piętrze zachwycała bogatym wyposażeniem. Można tu było dostać wszystko, czego tylko się zachciało. Dlatego też Victoria postspędzić sobotni wieczór relaksując się. Główną barwą, jaka panowała w pomieszczeniu stanowił turkusowy, a wchodząc tutaj miało się uczucie jak-gdyby stało się przed samym oceanem. Wewnątrz pachniało morską bryzą oraz bursztynami. Po środku stała jacuzzi, w której zmieściłoby się nawet 10 osób a nieopodal postawiono trochę mniejszą wannę.Na poboczu można zauważyć saunę choć niewiele osób z niej korzystało. Umywalki wraz z lusterkami znajdowały się po prawej stronie od drzwi, natomiast po lewej umieszczono szafkę dla każdej dziewczyny mieszkającej w instytucie oraz kilka innych dla gości.Naprzeciwko wejścia była ściana cała oszklona lustrem. Gdzieniegdzie zostały porozstawiane półki z wszelkimi olejkami, kremami, żelami, mydłami, solami wodnymi, odżywkami, lakierami i reszcie tego typu rzeczy. Nastolatka podeszła do swojej szafki z czarnym wygenerowanym napisem Dominique Herondale. Otworzyła ją prostym szyfrem włożyła do niej stele oraz ubrania, a włożyła ręczniki. Ubrała na siebie swój ulubiony strój kąpielowy i weszła do wanny zapełnionej już wodą z pianą i bąbelkami. Z wewnątrz wydobywał się zapach lawendy. Po 40 minutowej kąpieli osuszyła się i podążyła do szafki w celu przebrania się. Iskierka przerażenia wdarła się do jej żółtych tęczówek, gdy spostrzegła krótki liścik przyczepiony do drzwiczek. Rozejrzała sie dookoła, ale nikogo tu nie było, ujęła kartkę w dłoń i przeczytała:
- Wszyscy kłamią i wszyscy mają tajemnice, a ja znam każdy sekret. - ciarki przeszły jej po plecach - Miej oczy szeroko otwarte. xPx.
***
Opuszczona Fabryka Mebli przy Wolf Street świeciła pustkami. Praktycznie wszystkie, jakiekolwiek wejścia zostały zakneblowane przez przybite deski. Jedynym dostępem do środka okazało się okno, gdzie ktoś wyłamał drewno. Dwie osoby zrobiły siodełko ze splecionych dłoni i pomagało reszcie wejść przez otwór, aż w końcu sami wskoczyli do wnętrza. Jak to zazwyczaj miało u nich miejsce rozdzielili się. Sophie, Marry i Dominique poszli na lewo, Olga, Victoria, Susanne na prawo a Annie, Leon i Jeremi prosto.
Pierwsze trzy Nocne Łowczynie akurat trafiły na dział z kanapami.
- Ktoś chyba urządzał tu sobie niezłe imprezy - rzuciła Dominique patrząc na porozrzucane dookoła puszki po piwach oraz puste paczki po czipsach.
- I oczywiście nie miał zamiaru tego syfu po sobie sprzątnąć - dokończyła Sophie.
Po chwili zabrzmiał dziwny dźwięk.
- Słyszałyście? - zapytała Marry.
Nastolatki pokręciły głowami. Ten sam hałas dobiegł ponownie do uszu Marry, tym razem i Sophie z Dominique go usłyszały.
- Dochodzi zza tej dużej czerwonej kanapy - powiedziała wyjmując seraficki nóż.
Szła przodem, a dziewczyny podążały za nią. Po kilku chwilach napięcia trafiła do celu, wyskakując z bronią do boju. Wielkie było ich zaskoczenie, gdy okazało się, że to tylko pies z okaleczoną nogą, który skomlał i nie mógł chodzić. Z jednej łapki wystawał mu kawałek szkła.
- Biedne stworzenie, to pewnie przez te dzieciaki, co tu imprezowali, nawet nie zwrócili na niego uwagi - obruszyła się Sophie. - Zabandażuje mu ranę.
Mówiąc to wyjęła z plecaka apteczkę i zaczęła opatrywać zwierzaka.
- Lepiej bądź ostrożna - prychnęła Marry. - Ten głupi kundel mógł tu po prostu nie wchodzić.
- Marry, to tylko pies - mruknęła Dominique rozglądając się na boki.
- Po prostu chodźmy dalej.
Gdy Sophie skończyła, wstała i powędrowała za koleżankami, a zwierzak o dziwo podążył za nią lekko kulejąc.
- Hej! Zaczekajcie - zawołała, ponieważ sporo ją wyprzedziły.
Doszły do następnego przedziału oznakowanego 4b znajdowały się tutaj praktycznie same wielgachne maszyny nie licząc kilkoro pudeł leżących pod nimi. Sprzęty nie były używane od lat, więc stały zakurzone prosząc się o ratunek.
- Robi wrażenie - Dominique otworzyła szeroko oczy. Wiedziała, że fabryka została zamknięta ponieważ zbankrutowała, ale nie spodziewała się tylu przedmiotów tutaj.
***
Olga, Victoria oraz Susanne trafiły na peron 6 z stołami i szafami. Od początku dało się wyczuć w tym miejscu demoniczną aurę, a istota ta wcale nie miała zamiaru się ukrywać. Z potężnej szafy po lewej stronie od wejścia wyskoczył demon, jednak nie w swej prawdziwej postaci. Udawał człowieka, mianowicie wysokiego, szczupłego, nawet przystojnego blondyna. I choć dziewczyny przygotowały się na wszystko, myślały, iż demon będzie chciał bawić się w chowanego.
- Uważajcie! - krzyknęła Vicki powalając koleżanki na ziemie, powodując, że sama dostała obrażeniem w udo.
Olga i Susanne wstały natychmiast, walcząc z potworem i dając czas kuzynce na regeneracje.
- Dałyście się zaskoczyć - wymruczał, a na jego ustach wykwitł złośliwy uśmiech - To chyba nie wróży zbyt dobrze o was, Nefilim.
- Stul pysk ty przebrzydła kreatuto!
- Oj nieładnie, niektórzy Nocni Łowcy nie są zbyt życzliwi, trzeba nauczyć ich kultury.
W tym momencie jego pazury zaczęły rosnąć, aż w końcowej fazie przemieniły się w sztylety. Na jego twarzy wyrosła satysfakcja. Celował w głowę Olgi, jednak chybił o cal, Susanne w tym czasie próbowała odciąć mu ramię, ale ten się uchylił.
- Lepiej przydaj się na coś przed śmiercią i wyznaj, skąd was tyle się teraz bierze w Aberdeen warknęła Sus walcząc toporem.
- Cóż mała Łowczynio, nie dajecie sobie z nami rady? Nas się nie pozbędziecie, wkrótce zawładniemy światem - jego śmiech był odrażający - A wtedy wasz los będzie marny, Nefilim...
Nie skończył, bo w danym momencie otworzył szeroko oczy i zamienił się w proch. Nastolatki kilka centymetrów dalej ujrzeli pełną energii Annie z rozczochranymi brązowymi włosami. Na rękojeści miecza widać było jej zaciśnięte dłonie.
- Nie mogłam już dłużej słuchać tych bzdur - uśmiechnęła się niewinnie odpowiadając na ich zdziwione miny.
Pierwsza zabrała głos Victoria.
- Jak tu trafiłaś? Przecież poszliście w innym kierunku.
- Wychodzi na to, że tutaj wszystkie drogi są połączone. Nasza grupa nie znalazła nic interesującego, a ja usłyszałam dochodzące stąd wrzaski, dlatego natychmiast przybiegłam.
- Chyba powinniśmy się zbierać skoro załatwiliśmy demona - powiedział Jeremi, który wraz z kolegą pojawił się u boku Annie.
Wszyscy zgodnie kiwnęli głowami.
- Zaraz chwila... a gdzie Sophie, Olga i Dominique? - zapytał Leon po chwili namysłu.
Reszta stała jak skamieniała. Miał rację. Jeśli nic by nie znalazły to już dawno powinny były się tu pojawić.
- Wszyscy kłamią i wszyscy mają tajemnice, a ja znam każdy sekret. - ciarki przeszły jej po plecach - Miej oczy szeroko otwarte. xPx.
***
Opuszczona Fabryka Mebli przy Wolf Street świeciła pustkami. Praktycznie wszystkie, jakiekolwiek wejścia zostały zakneblowane przez przybite deski. Jedynym dostępem do środka okazało się okno, gdzie ktoś wyłamał drewno. Dwie osoby zrobiły siodełko ze splecionych dłoni i pomagało reszcie wejść przez otwór, aż w końcu sami wskoczyli do wnętrza. Jak to zazwyczaj miało u nich miejsce rozdzielili się. Sophie, Marry i Dominique poszli na lewo, Olga, Victoria, Susanne na prawo a Annie, Leon i Jeremi prosto.
Pierwsze trzy Nocne Łowczynie akurat trafiły na dział z kanapami.
- Ktoś chyba urządzał tu sobie niezłe imprezy - rzuciła Dominique patrząc na porozrzucane dookoła puszki po piwach oraz puste paczki po czipsach.
- I oczywiście nie miał zamiaru tego syfu po sobie sprzątnąć - dokończyła Sophie.
Po chwili zabrzmiał dziwny dźwięk.
- Słyszałyście? - zapytała Marry.
Nastolatki pokręciły głowami. Ten sam hałas dobiegł ponownie do uszu Marry, tym razem i Sophie z Dominique go usłyszały.
- Dochodzi zza tej dużej czerwonej kanapy - powiedziała wyjmując seraficki nóż.
Szła przodem, a dziewczyny podążały za nią. Po kilku chwilach napięcia trafiła do celu, wyskakując z bronią do boju. Wielkie było ich zaskoczenie, gdy okazało się, że to tylko pies z okaleczoną nogą, który skomlał i nie mógł chodzić. Z jednej łapki wystawał mu kawałek szkła.
- Biedne stworzenie, to pewnie przez te dzieciaki, co tu imprezowali, nawet nie zwrócili na niego uwagi - obruszyła się Sophie. - Zabandażuje mu ranę.
Mówiąc to wyjęła z plecaka apteczkę i zaczęła opatrywać zwierzaka.
- Lepiej bądź ostrożna - prychnęła Marry. - Ten głupi kundel mógł tu po prostu nie wchodzić.
- Marry, to tylko pies - mruknęła Dominique rozglądając się na boki.
- Po prostu chodźmy dalej.
Gdy Sophie skończyła, wstała i powędrowała za koleżankami, a zwierzak o dziwo podążył za nią lekko kulejąc.
- Hej! Zaczekajcie - zawołała, ponieważ sporo ją wyprzedziły.
Doszły do następnego przedziału oznakowanego 4b znajdowały się tutaj praktycznie same wielgachne maszyny nie licząc kilkoro pudeł leżących pod nimi. Sprzęty nie były używane od lat, więc stały zakurzone prosząc się o ratunek.
- Robi wrażenie - Dominique otworzyła szeroko oczy. Wiedziała, że fabryka została zamknięta ponieważ zbankrutowała, ale nie spodziewała się tylu przedmiotów tutaj.
***
Olga, Victoria oraz Susanne trafiły na peron 6 z stołami i szafami. Od początku dało się wyczuć w tym miejscu demoniczną aurę, a istota ta wcale nie miała zamiaru się ukrywać. Z potężnej szafy po lewej stronie od wejścia wyskoczył demon, jednak nie w swej prawdziwej postaci. Udawał człowieka, mianowicie wysokiego, szczupłego, nawet przystojnego blondyna. I choć dziewczyny przygotowały się na wszystko, myślały, iż demon będzie chciał bawić się w chowanego.
- Uważajcie! - krzyknęła Vicki powalając koleżanki na ziemie, powodując, że sama dostała obrażeniem w udo.
Olga i Susanne wstały natychmiast, walcząc z potworem i dając czas kuzynce na regeneracje.
- Dałyście się zaskoczyć - wymruczał, a na jego ustach wykwitł złośliwy uśmiech - To chyba nie wróży zbyt dobrze o was, Nefilim.
- Stul pysk ty przebrzydła kreatuto!
- Oj nieładnie, niektórzy Nocni Łowcy nie są zbyt życzliwi, trzeba nauczyć ich kultury.
W tym momencie jego pazury zaczęły rosnąć, aż w końcowej fazie przemieniły się w sztylety. Na jego twarzy wyrosła satysfakcja. Celował w głowę Olgi, jednak chybił o cal, Susanne w tym czasie próbowała odciąć mu ramię, ale ten się uchylił.
- Lepiej przydaj się na coś przed śmiercią i wyznaj, skąd was tyle się teraz bierze w Aberdeen warknęła Sus walcząc toporem.
- Cóż mała Łowczynio, nie dajecie sobie z nami rady? Nas się nie pozbędziecie, wkrótce zawładniemy światem - jego śmiech był odrażający - A wtedy wasz los będzie marny, Nefilim...
Nie skończył, bo w danym momencie otworzył szeroko oczy i zamienił się w proch. Nastolatki kilka centymetrów dalej ujrzeli pełną energii Annie z rozczochranymi brązowymi włosami. Na rękojeści miecza widać było jej zaciśnięte dłonie.
- Nie mogłam już dłużej słuchać tych bzdur - uśmiechnęła się niewinnie odpowiadając na ich zdziwione miny.
Pierwsza zabrała głos Victoria.
- Jak tu trafiłaś? Przecież poszliście w innym kierunku.
- Wychodzi na to, że tutaj wszystkie drogi są połączone. Nasza grupa nie znalazła nic interesującego, a ja usłyszałam dochodzące stąd wrzaski, dlatego natychmiast przybiegłam.
- Chyba powinniśmy się zbierać skoro załatwiliśmy demona - powiedział Jeremi, który wraz z kolegą pojawił się u boku Annie.
Wszyscy zgodnie kiwnęli głowami.
- Zaraz chwila... a gdzie Sophie, Olga i Dominique? - zapytał Leon po chwili namysłu.
Reszta stała jak skamieniała. Miał rację. Jeśli nic by nie znalazły to już dawno powinny były się tu pojawić.
Super!
OdpowiedzUsuń