2
\
Budynek należał do starych i zniszczonych. Zewnątrz wcale nie wyglądał na szczególnie duży, może tylko wysoki. Drewniane drzwi zostały w połowie wyważone, a z podestu chybotały obszarpane deski. W powybijanych oknach dało się widzieć brudne, podarte firanki. Grupa Nocnych Łowców powoli zbliżała się do przekroczenia progu. Księżyc wisiał wysoko na niebie okalając ich twarze swoim blaskiem. Wreszcie przewodniczący odezwał się zachrypłym głosem.
- Myślę, że powinniśmy się rozdzielić.
Reszta kiwnęła głowami na znak poparcia.
- Dobrze, więc Claudia, Susan oraz Julie zejdą do piwnicy - kontynuował. - Dominika i Agatha staną tu na straży, a Hannah z Madeline pójdą na strych. Ja za to wezmę pierwsze piętro.
Nefilim wkroczyli do akcji wyjmując zza pasów serafickie miecze. Budowla od środka wydawała się być o wiele większa, niż można by przypuszczać. To miejsce prezentowało się przerażająco, jednym słowem idealna kryjówka dla demonów.
***
Wejście do piwnicy przypominało dokładnie to z horrorów. Proste drzwi, schody w dół i zwisająca z góry żarówka zaświecana łańcuszkiem. W tym przypadku akurat do niczego się nie nadawała. Na szczęście Julie miała przy sobie magiczny kamień, leżący na jej dłoni rozświetlał drogę. Kiedy dziewczyny schodziły na dół ciarki przeszły im po plecach; na ścianie widniała zaschnięta krew, natomiast do nozdrzy wdarł im się cuchnący zapach stęchlizny. Schodziły w żółwim tempie, w każdej chwili gotowe na najście wroga.
- Jeśli znajdziecie coś godnego uwagi dajcie znać - powiedziała Claudia zeskakując z ostatniego stopnia.
- Jasne.
Susan oraz Julie poszły w kierunku nijakiej spiżarni, podczas, gdy Claudia wygrzebywała ze swojej czarnej torby latarkę. Teraz zmierzała do czegoś, co zapewne kiedyś miało związek z gabinetem. Obejrzała pokój dookoła. Ze ścian schodziła zgniłozielona tapeta, na niej poprzybijano ramki ze zdjęciami. Ogólnie panowała tu dziwna pustość. Po środku stało masywne biurko, dlatego też nastolatka natychmiast do niego podbiegła. W celu przeszukania jego zawartości, najpierw otworzyła boczną szafkę, gdzie leżał stos papierów.
- Niech to szlag! - przeklęła głośno, kiedy okazało się, że wszystkie to listy miłosne.
Nie miała nawet czasu na przeczytanie ich, to tez wrzuciła je szybko z powrotem. Spojrzała znów na ścianę, dostrzegła tam tablicę korkową, a na niej kilkanaście fotografii. Przyjrzała im się bliżej. Dzieci bujające się na huśtawkach (bez wątpienia na placu zabaw), dalej jakaś para siedząca na zielonej łące pełnej kwiatów, aż w końcu jej wzrok przykuła, ta na której cztery osoby piły drinki przy barze, a barman pokazywał kciuk w górę. Wytrzeszczyła oczy, ponieważ to, co ujrzała wydawało się być niemal nieprawdopodobne. Skąd ta odbitka się tu wzięła? Rozpoznała swoich rodziców oraz wujka Lucasa, były tu również jakieś dwie osoby, których w życiu nie widziała. Odczepiła obrazek i zerknęła na tył. Mazakiem napisano "Ja, Aaron, Lucas, Eliza i Amanda/ Oslo".
- Chyba już całkiem zwariowałam - szepnęła do siebie i zdecydowała zająć się tym później. Schowała zdjęcie do torebki.
- Claudia, chodź tu szybko! - doszedł ją głos z drugiej strony piwnicy. Trzymając łuk w dłoni popędziła tam jak najszybciej.
***
Spiżarnia nawet w najmniejszym stopniu nie przypominała schowku na jedzenie, dlatego dziewczyny ciekawiło po jakiego ktoś wyrył taki napis nad przejściem. W kącie stało tylko kilka beczek z wina i na tym kończyły się zapasy. Po lewej stronie na całej ścianie zrobiona została mała biblioteczka, na środku stało coś w rodzaju krzesła tortur. Miało kajdanki oraz kolce po bokach.
- Czuje smród, gnijącego mięsa - żachnęła się Susan.
- Nie tylko ty - oznajmiła Julie. - Och w dodatku nie bez powodu.
Wskazała punkt pod zakratkowanym oknem; na stosiku leżało tam około sześciu zdechłych, czarnych szczurów. Najprawdopodobniej ślęczały tu tak długo, że ich ciała zaczęły się rozkładać.
- Ohyda - powiedziały w tym samym czasie, po czym się zaśmiały.
Przeszły obok krzesła tortur, do regału pełnego książek.
- Ciekawa jestem, co takiego mógł czytać właściciel tego domu - rzekła Susan.
- Chyba żartujesz, ja wolałabym niczego nie dotykać - wzdrygnęła się koleżanka.
Odpowiedziała jej cichym prychnięciem. Podeszła do półki i wyjęła jedną z lektur, bardzo zakurzoną. "Romeo i Julia".
-- Gospodarz musiał być niezłym romantykiem - pomyślała.
Sięgnęła po następny tom, jednak nie udało się jej go wyjąć. Zamiast tego poczuła, jak podłoże pod jej stopami poczęło się rozsuwać, a ona czuła, że spada w dół. Oglądająca jakiś staroświecki obraz Julie usłyszała wrzask. Odwróciła głowę.
- Sus, wszystko w porządku?
Nie otrzymała odpowiedzi. W mgnieniu oka znalazła się przed regałem, ale po kuzynce nie było śladu.
Zawołała Claudie.
***
Strych nie wchodził w skład najprzyjemniejszych pomieszczeń, roiło się tu od pajęczyn i karaluchów, a deski skrzypiały nawet pod najmniejszym naciskiem. Jakby tego było mało w całym pośpiechu zapomniały o magicznych kamieniach i nie zdążyły nikogo o jakikolwiek poprosić.
- Zapowiada się świetna praca - bąknęła Hannah depcząc kolejnego robaka swoim trampkiem.
- Nie martw się, jesteśmy idealnym... - w tym momencie Maddie wpadła na ogromną sieć pajęczyny, a próbując się uwolnić upadła na podłogę - zespołem.
- Jesteś pewna, że niczego nie brałaś zanim wyszłaś z Instytutu? - zapytała Hann wywracając oczami.
- Możliwe, iż zjadłam o kawałek za dużo czekolady - oznajmiła otrzepując ubranie.
W ciemności trudno było cokolwiek dostrzec, dlatego szły jedna za drugą trzymając miecze w obu dłoniach.
- Nie wiem jak ty Hannah, ale ja czuję tego drania. Wiem, że gdzieś tu jest.
- Obyś miała rację, mam ochotę skopać dzisiaj komuś tyłek.
- Piąteczka siostro! - wyciągnęła rękę do kuzynki, ale zamiast w dłoń trafiła w jej głowę - Boże kochany, nie chciałam, serio nic nie widzę.
- No co ty nie powiesz.
Trochę dalej idąca pierwsza Hann weszła w jakąś zbroje i myśląc, iż ktoś ją atakuje przecięła metal na pół. Było tu wiele skrzynek, niektóre pozamykane a inne otwarte. Przez kwadrans przeszukiwały je oraz szafę.
Zmęczona Madeline usiadła na starej sofie, zaraz obok niej druga Nocna Łowczyni.
- Czułam jego obecność, byłam pewna... - przerwała ponieważ w tej chwili coś lepkiego kapnęło na jej twarz. - Co jest do cholery?!
Obejrzała się do góry. Po drewnianych balach pełzał obślizgły, czarny potwór, w sumie nie do końca pełzał, bo miał ręce i nogi. Nie miał oczu, zamiast nich wgłębienia wypełnione pustką, jego zęby również miały czarną barwę oraz było ich zaledwie kilka.
- Nie myliłaś się, Nefilim - demon miał gruby głos, a z jego ust znów wyleciała jakaś substancja.
- Uważaj! - zawołała do Hann, albowiem to coś sterczało teraz nad nią.
Dziewczyna zerwała się na nogi, mocno trzymając broń.
- Chodź tu ty bestio! - warknęła.
Jak na zawołanie, demon skoczył na równe nogi.
- Ethaniel - stalowe ostrze wysunęło się z rączki.
Nocne Łowczynie zaczęły ciąć potwora po nogach, ale i ten nie pozostawał dłużny rozbryzgując dookoła dziwny płyn, który teraz lekko parzył skórę.
***
Agatha i Dominika były czujne, chociaż nudziło je cały czas stanie w jednym miejscu. Kiedy minęło jakieś pół godziny postanowiły usiąść po turecku na trawie.
- Jak myślisz, dadzą sobie radę z tym demonem? - zapytała ta pierwsza - Podobno są niebezpieczne.
- A czy coś jest tutaj bezpieczne? Nasze życie właśnie na tym polega. W każdej chwili możemy zginąć, ale robimy to dla większego dobra. Poświęcamy się. - odpowiedziała Dominika - Nie wiem jak ty, ale ja nie wyobrażam sobie życia bez bycia Nocnym Łowcą.
Dziewczyna namyśliła się chwilkę, a potem odpowiedziała stanowczo:
- Ja również.
Dworek nie posiadał żadnego płotu, ani ogrodzenia, od razu obok rozpościerał się las. Wierzchołki drzew poruszały się spokojnie, jak gdyby zapraszając przybyszy do środka. Wśród krzaków Agatha dostrzegła jakiś ruch.
- Widziałaś to? - mruknęła do towarzyszki podnosząc się - Tam przy drzewach.
- Nie. O co chodzi?
Nastolatka znów dostrzegła zarys czegoś. Pośpieszyła w tamtym kierunku.
- Ale, Agatha... czekaj! - popędziła za nią.
Młoda dama upatrzyła ślady stóp, chociaż bardziej przypominały łapska. Coś ewidentnie uciekało od niej a ona zamierzała to złapać. Cwaniak był szybki. Przeszkadzające gałęzie rozcinała nożem, ale i tak niektóre robiły rany na jej ciele. Nagle wkroczyła na polane ,gdzie w centrum znajdowało się wielkie drzewo. Podbiegła do niego, spocona od stóp do głów, na grubej gałęzi siedział jakiś stwór.
Dominika nie zdołała dogonić koleżanki. Zabłądziła gdzieś w połowie drugi. Przerażające dźwięki rozdzierały powietrze. Krzyki, odgłos łańcuchów, do tego dziwny bulgot. Osłupiała zrozumiała, że dochodzi zza jej pleców. Pełna energii do walki, wykręciła się w miejscu. Stał przed nią wilk, dwa razy większy niż normalny. To był demon.
***
Agatha i Dominika były czujne, chociaż nudziło je cały czas stanie w jednym miejscu. Kiedy minęło jakieś pół godziny postanowiły usiąść po turecku na trawie.
- Jak myślisz, dadzą sobie radę z tym demonem? - zapytała ta pierwsza - Podobno są niebezpieczne.
- A czy coś jest tutaj bezpieczne? Nasze życie właśnie na tym polega. W każdej chwili możemy zginąć, ale robimy to dla większego dobra. Poświęcamy się. - odpowiedziała Dominika - Nie wiem jak ty, ale ja nie wyobrażam sobie życia bez bycia Nocnym Łowcą.
Dziewczyna namyśliła się chwilkę, a potem odpowiedziała stanowczo:
- Ja również.
Dworek nie posiadał żadnego płotu, ani ogrodzenia, od razu obok rozpościerał się las. Wierzchołki drzew poruszały się spokojnie, jak gdyby zapraszając przybyszy do środka. Wśród krzaków Agatha dostrzegła jakiś ruch.
- Widziałaś to? - mruknęła do towarzyszki podnosząc się - Tam przy drzewach.
- Nie. O co chodzi?
Nastolatka znów dostrzegła zarys czegoś. Pośpieszyła w tamtym kierunku.
- Ale, Agatha... czekaj! - popędziła za nią.
Młoda dama upatrzyła ślady stóp, chociaż bardziej przypominały łapska. Coś ewidentnie uciekało od niej a ona zamierzała to złapać. Cwaniak był szybki. Przeszkadzające gałęzie rozcinała nożem, ale i tak niektóre robiły rany na jej ciele. Nagle wkroczyła na polane ,gdzie w centrum znajdowało się wielkie drzewo. Podbiegła do niego, spocona od stóp do głów, na grubej gałęzi siedział jakiś stwór.
Dominika nie zdołała dogonić koleżanki. Zabłądziła gdzieś w połowie drugi. Przerażające dźwięki rozdzierały powietrze. Krzyki, odgłos łańcuchów, do tego dziwny bulgot. Osłupiała zrozumiała, że dochodzi zza jej pleców. Pełna energii do walki, wykręciła się w miejscu. Stał przed nią wilk, dwa razy większy niż normalny. To był demon.
Wspaniale
OdpowiedzUsuń