poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział 5

5.

Peron 4b dziewczyny obejrzały ze wszystkich stron i nie znalazły absolutnie nic podejrzanego. Zmęczone poszukiwaniami usiadły na podłodze ziewając przy tym.

- Ale beznadzieja - mruknęła Marry - Aż wieje nudą.

- Myślę, że powinnyśmy się zbierać - dodała Dominique.

- Jestem za - uśmiechnęła się Sophie - A nawet przeciw.

Zgodne wstały z podłoża z zamiarem odejścia, wtem usłyszały groźny głos.

- NIE POZWOLĘ WAM! 

Momentalnie odwróciły głowy w kierunku dochodzącego dźwięku. Okazało się, że po biednym piesku nie zostało nawet śladu, za to w jego miejsce pojawił się olbrzymi demon. Miał długie czarne, nietoperze skrzydła, krwistoczerwone oczy oraz łuskowatą skórę.

- Od początku wiedziałam, że z tym zwierzakiem jest coś nie tak! - krzyknęła Marry wyciągając przy tym bicz.

- Wyglądał na takiego niewinnego - żaliła się Sophie również wyjmując broń.

Stał teraz uśmiechnięty od ucha do ucha ze swojego nieco "niecnego" planu, który szczerze mówiąc był co najmniej głupi, przynajmniej dla Nocznych Łowczyń gotowych już do bitwy. Nigdy w życiu na oczy nie widziały jeszcze tak strasznego i olbrzymiego potwora jak on. Demon nie tracił czasu na pogaduszki, czy zbędne komentarze i od razu przeszedł do rzeczy miotając swymi skrzydłami zakończonymi kolcami ostrymi niczym kły bazyliszka.

Nagle Dominique wpadła stela z kieszeni, więc schyliła się aby ją podnieść. Tym samym odwracając się plecami do wroga, jednak to nie wyszło jej na dobre, ponieważ złamała świętą zasadę, obowiązującą podczas walki

- Dominique, uważaj! - wrzasnęła przestraszona Marry, jednak było już za późno.

Stalowy kolec demona ugrzązł w delikatnym ramieniu dziewczyny, nadal tam pozostając, gdy stworzenie szarpnęło z całej siły. Lecz dla niego to mała drobnostka , ponieważ na miejsce starego natychmiast wyrósł następny, jeszcze bardziej lśniący. Szatynka nie wydała z siebie nawet najcichszego głosu, chociaż w jej oczach wyraźnie dało się ujrzeć ból. Podparła ciało na drugiej dłoni, żeby nie upaść.
Coś huknęło. Wściekła do granic wytrzymałości Sophie rzuciła najbliższą jej rzecz w kierunku demona. Wiedziała, że to nic nie da, wydawał się być niepokonany, a wszelkie ich próby okazywały się daremne. Cała od stóp do głów była spocona. W ręce trzymała seraficki miecz, choć miała pewność, iż nawet on sobie nie poradzi. Czuła się winna. To ona opatrzyła "biednego psa. Zawsze miała tą słabość do zwierząt i absolutnie nic nie mogła na to poradzić. Istota spojrzała na nią wzrokiem pełnym rozbawienia, zmierzając w stronę nastolatki.

- Witam, moja droga wybawczyni - powiedział.

- Gdybym wiedziała, dawno byś nie żył - wysyczała, jeszcze mocniej zaciskając dłoń na rękojeści.

- Popatrz - wskazał łapskiem na Dominique i usilnie próbującą jej pomóc Marry - Biedna niedługo się wykończy, a ta druga raczej wiele nie zdziała. Chciałem cię właśnie zabić, ale w nagrodę za opiekę nade mną przyznam ci miano ostatniej.

Sophie zawirowało w głowie. To nieprawdopodobne, to nie może być koniec. Chciała coś zrobić, podbiec do niego, wbić ostrze w jego plecy... , jednak jej nogi nie wykonały żadnego ruchu,

- Marry! Dominique! Sophie! - wydyszała Olga.

Demon znajdował się w połowie drogi, gdy również, tak jak Soph usłyszał dochodzące z niedaleka głosy. Wyraz jego twarzyczki momentalnie uległ zmianie. Widocznie nie był przygotowany na taki rozwój zdarzeń.

- Jeszcze się zobaczymy - ryknął, po czym zniknął.

***
- Dziewczyny wszystko w porządku? - zapytała Susanne w progu.

Rozglądając się dookoła spostrzegła, że nic nie jest w porządku. Każda z Nocznych Łowczyń odniosła jakieś rany.Krwawiąca  Dominique teraz leżała na kolanach przerażonej Marry, która kreśliła jej iratze i głaskała po głowie, chociaż samej krew leciała z czoła. Ale nie dbała teraz o to. Trochę dalej zrozpaczona Sophie klęczała trzymając ręce na głowie i kołysząc się to w jedną, to w drugą stronę, zamiast wykorzystać runę, która usunęłaby rany na jej policzkach oraz brzuchu. Annie i Sus podeszły do niej pytając co się stało, a chłopaki z Victorią zajęli się pozostałą dwójką.
Wszyscy nawzajem sobie pomagając wrócili do Instytutu. Dominique zanieśli do szpitala, gdzie dostała odpowiednie leki. Pielęgniarka zalecała to samo Sophie, ale ta nie chciała nawet o tym słyszeć.

***
Victoria usiadła obok Annie, która siedziała na huśtawce na balkonie patrząc w powietrze.

- Wciąż nie mogę uwierzyć w to co się stało.

Annie popatrzyła na nią smutnym wzrokiem.

- Wiem, to trochę przygnębiające. Zważając na to, że demon ma zamiar wrócić, a ich słowa zawsze się sprawdzają.

- Żałuję, że mnie tam nie było i nie mogłam im pomóc - mruknęła Vicki.

- Nie tylko ty  - dodała Ann - ale nie możemy w ten sposób myśleć. Co się stało to się nie odstanie i dobrze o tym wiesz. Mam tylko nadzieję, że Dominique z tego wyjdzie.

- Jestem pewna, iż zajmą się nią tutaj najlepiej jak potrafią - kąciki ust Victorii podeszły do góry, a ona zanurzyła dłonie głębiej w kieszeniach bluzy.

Dalej siedziały w ciszy rozmyślając o dzisiejszej nocy.

***
Susanne i Olga rozmawiały w drodze do sypialni, choć żadna z nich nie miała najmniejszej ochoty na sen.

- Druga grupa wróciła już z tej nawiedzonej chatki? - zapytała Sus.

- Jeszcze nie, trochę im to schodzi, podobno wysłali Noela, żeby zbadał czy wszytko okej - powiedziała z rezygnacją - Wyjechał godzinę temu i jeszcze nie wrócił, coś musi być na rzeczy.

- Dzisiaj była naprawdę pechowa noc, oby im dopisała choć odrobina szczęścia - jęknęła wspinając się na kolejny stopień.

- Czy mój pokój musi znajdować się tak wysoko? - zapytała Olga udając zasmucenie.

poniedziałek, 21 września 2015

Rozdział 4

4.

Nadal stała oniemiała twarzą w twarz z wrogiem. Teraz mogła go lepiej dostrzec. Wyłupiaste czarne oczy przyprawiały o dreszcze, a z białych, ostrych kłów ciekła ślina. W każdej chwili był gotów zaatakować. Dominika oczywiście została przygotowana na takie ewentualności, jednak nie miała pojęcia, że zostanie z tym sama, kiedy wraz z Agathą miała tylko pilnować wejścia. Z jednej strony martwiła się o kuzynkę, a z drugiej powinna martwić się o siebie.

- Nie ma takiej potrzeby - skarciła się za taką myśl.

Pospiesznie zdjęła z siebie kuszę, cały czas lustrując wzrokiem demona, który krążył wokół niej. Teraz dookoła panowała cisza oraz mrok, tylko wiatr szumiał w uszach. Drzewa przypominały wysokie postacie z gałęzistymi dłoniami, sam widok nie jedną osobę by przeraził, lecz nie ją.

- No dalej! Na co czekasz? - zapytała lekko zniecierpliwiona.

Jak na zawołanie zezłoszczony potwór, zaczął biec w jej kierunku. Chwyciła za broń i strzelała do celu. Jedną strzałą trafiła w oko, a następną w nogę, ale to wcale nie wytrąciło go z równowagi, wręcz przeciwnie, jego zapał się zwiększył. Nastolatka rzuciła kuszę na ziemię i  tym razem wyjęła seraficki miecz. Nawet nie zauważyła, gdy stwór rzucił się na nią, uchyliła się lekko w bok, ale pazury zostawiły głęboki ślad w jej ramieniu. Syknęła i odruchowo złapała się za to miejsce.

- Ty cholerny draniu! Gorzko tego pożałujesz - warknęła.

Ogarnęła ją fala złości, przez co miała jeszcze więcej siły. Zamachnęła z ogromną mocą mieczem i przecięła zwierzynie nogę. Ta ze śliną sterczącą z pyska zagryzła swe szczęki na nodze Dominiki. 
Dziewczyna wydała z siebie krzyk bólu. W wydzielinie z jego ust była trucizna, która powoli wtaczała się do organizmu. Ostatkami sił, podniosła broń do góry i z wielkim wysiłkiem spuściła ja na kark demona, tym samym odcinając mu głowę. Potem nastała tylko ciemność.

***

Agatha patrzyła na towarzysza siedzącego na drzewie, który przyglądał jej się z zaciekawieniem. Jednak to on przerwał narastającą ciszę.

- Dlaczego mnie goniłaś, Nefilim? - głos miał opanowany.

Teraz w świetle księżyca mogła dostrzec jego lekko zarysowane mięśnie twarzy. Niebieskie oczy jarzyły się niczym u kota, a ciemne włosy opadały na czoło. Dziewczyna dopiero teraz zdała sobie sprawę, że to czarodziej.

- Dlaczego śledziłeś mnie i moją koleżankę? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, zła na siebie, iż w ogóle postanowiła za nim iść,

Mężczyzna zszedł z gracją na gałąź niżej, dziwacznie gestykulując rękami i rzekł:

- Cóż tak naprawdę wcale was nie śledziłem, tylko jedynie obserwowałem rozwój zdarzeń - na twarz wpełzł mu cwaniacki uśmieszek.

Agatha wywróciła oczami.

- To jedno i to samo.

- Mógłbym się upierać, że nie, ale skoro wolisz to tak nazywać to...

- Och, przestań już - wtrąciła się nie mogąc dłużej słuchać całego tego filozofowania.

Czarodziej tym razem zeskoczył z drzewa i podszedł do Nocnej Łowczyni. Obejrzał ją dokładnie z każdej strony. Miała piękne, długie, rude włosy oraz oczy w kolorze głębokiej zieleni. Dzięki czarnemu strojowi, w mroku niezbyt można było ją dostrzec. Po chwili wahania powiedział:

- Zapewne córka Damona Herondale, zgadłem?

Agatha otwarła usta ze zdziwienia.

- Sk-skąd o tym wiesz?

W tej chwili odpowiedzi nie otrzymała, ponieważ powietrze przeszył straszliwy krzyk. Należał do Dominiki. Prędko rzuciła się w tamtym kierunku, a towarzysz ruszył za nią.

***

W tym samym czasie, na strychu w opuszczonym budynku panował nie mały bałagan. Hannah i Madeline próbowały uporać się z okropnym demonem zanieczyszczającym właśnie to pomieszczenie. Całe zadanie byłoby banalne, gdyby stwór nie pluł substancją parzącą skórę.

- Maddie ty zajdź go od tyłu - szepnęła na ucho nastolatce - ja będę z przodu.

Ale Madeline ledwie co trzymała miecz w dłoni, ponieważ cała jej prawa ręka została obrośnięta małymi bąblami. Kiwnęła tylko głową, a kiedy koleżanka odwracała jego uwagę, zawzięcie ciachając  demona w brzuch, ona umknęła na tył.

- Zaraz z tobą skończymy, raz na zawsze - powiedziała do siebie przygotowując się do ataku.

W momencie, w którym stwór postanowił zaatakować swoją wydzieliną nogi Hanny, Madeline rzuciła się do biegu i wbiła miecz w miejsce, gdzie tak naprawdę powinno znajdować się serce. Minęło parę sekund, kiedy po demonie został tylko popiół.

- Ostro, siostro! - zawołały do siebie nawzajem.

Następnie wyjęły stele i nawzajem nakreślały sobie runy lecznicze. Zanim preparat zniknie spod skóry mijało kilka godzin, tak więc ręka Maddie została opatrzona tak samo jak obie nogi Hann.

- Szczerze powiedziawszy nie poszło nam tak źle - uśmiechnęła się jedna z nich.

- Lepiej wracajmy na zewnątrz, założę się, że wszyscy już tam na nas czekają.

Wszelako bardziej mylić się nie mogła. Na początku lekko kulejąc zeszły piętro niżej i poczęły wołać przewodnika grupy, ale nikt się nie odezwał, także myślały, iż przebywa teraz na dworze. Po kilku chwilach udręki wreszcie dotarły do celu. Rozejrzały się wokoło, lecz tutaj panowała jedynie pustka. Nocna Łowczyni podtrzymująca Hann kazała jej usiąść na trawie, a moment później sama zrobiła to samo.

- Byłam pewna, że reszta będzie już na miejscu - powiedziała trochę zszokowana.

- Może nastąpił niespodziewany rozwój wypadków? - Hannah poruszyła sugestywnie brwiami.

- Ale z ciebie debil - zaśmiała się kuzynka.

Parę minut rozmawiały dosłownie o niczym, aż w końcu Madeline zapytała :

- Widzisz to? - wskazała palcem na okno do którego zostało doczepione coś białego.

- Co to takiego? - nastolatka również dostrzegła niewyraźny kształt.

Maddie wstała i poszła w tamtą stronę.

- Wydaje mi się, że to jakiś list. Ale wcześniej go tu nie było.

Miały niejasne wrażenie, iż do niczego dobrego to nie doprowadzi.

***

Sus szła podziemnymi korytarzami starego domu. Na glinianych ścianach pełno było rysunków i napisów zapisanych dokładnie krwią. Poczuła głęboką potrzebę zwymiotowania, aczkolwiek próbowała się powstrzymać. O dziwo pochodnie przyczepione z boku świeciły, co wydawało się nieco podejrzane. Z pomieszczenia na końcu korytarza również dobiegało jakieś światło, tak więc obrała tamten kurs.

- Strasznie tu zimno - zadrżała i otuliła mocniej swoją szyję szalem. - Julie miała rację, żeby niczego nie dotykać.

Nawet nie zdała sobie sprawy, kiedy wreszcie dotarła do ogromnego pokoju.
Lokum nawet w najmniejszym stopniu nie było przytulne, wręcz przeciwnie. Wiało tu grozą i czarną magią. Znajdowało się tutaj bardzo wiele szafek ze słoikami. To one stanowiły główną część pomieszczenia. Z niesmakiem stwierdziła, iż w środku są jakieś wnętrzności. Susan zrobiło się niedobrze i to nie na żarty. Pośrodku ustawiony był ogromny stół a obok stojak na przeróżne noże, nie zapominając o tym, iż dookoła rozlana była krew.

- Coś mi tu nie pasuje - szepnęła.

Jej wzrok padł na jedną ze ścian, gdzie ujrzała głowę. Powieszoną głowę, z której kapała gęsta, czerwona ciecz. Głowę, należącą (prawdopodobnie) do Nefilim. Miała ochotę krzyczeć, wykrzesać z siebie całą złość, rozpacz i szok. Ale jej wysiłki poszły na marne, a z dziewczyny nie wydobył się żaden dźwięk.

- Witaj, mała - usłyszała przeraźliwy, psychopatyczny głos za plecami.

***
Kilka chwil przed tym, gdy Hannah i Madeline jeszcze nie zeszły na dół.

- O co chodzi? - zapytała Claudia - I gdzie jest Sus?

-O-ona, półka, k-książki, zniknęła - potok słów wydobył się z ust Julie.

- Powiedz to powoli i spróbuj się uspokoić - utrzymała powagę sytuacji.

Julie opowiedziała o wszystkim Claudii, a ta złapała się za głowę. Przez dokładnie dziesięć minut szukały razem jakiegoś ukrytego przejścia lub cokolwiek w tym stylu, jednakowoż nic nie znalazły.
Zrezygnowane ustaliły, że wrócą na zewnątrz i tam ustalą dalsze wskazówki co do poszukiwania Sus.
Idąc schodami w górę rozmawiały chwilę, jak pod napięciem.

- Rozumiesz, nie możemy nikomu powiedzieć o tym, że Sus tak po prostu zniknęła, ok? - oznajmiła Julie.

- Myślę, że chyba przyda nam się pomoc ze strony innych, tym bardziej, iż nie mamy bladego pojęcia gdzie się podziewa.

- Same musimy się z tym uporać. To nasza działka, inni mają swoje problem.

- Dobra, zobaczę co da się zrobić.

Wyszły na dwór, gdzie nie było widać żywej duszy.

niedziela, 13 września 2015

Rozdział 3

3.

Cody Blackworth był dumny z posiadania szkockiego instytutu, w którym gościło tak wielu Nocnych Łowców, chociażby dlatego, iż żaden nie marnował tu swojego czasu. W tej części kraju o dziwo coraz częściej roiło się od nieprzyjaznych stworze. Enklawe zbywało to jednak tylko machnięciem ręki i przysyłało coraz więcej Nefilim, jednak trzydziestoletni Cody wiedział, że coś jest na rzeczy, a Enklawe nie mówi mu o wszystkim, nie był na tyle głupi, aby się nie domyślić. Chodził w swoim gabinecie to w jedną stronę to w drugą. Mężczyzna nie należał do najwyższych, miał około metr sześćdziesiąt osiem, posiadał śniadą cerę, ciemne włosy i piwne oczy. Trzy lata temu zmarła jego żona, za którą niezmiernie tęsknił. Oddała swoje życie w obronie jednego z Nocnych Łowców, kiedy to demon chciał go ugodzić. Była naprawdę odważna i dzielna. Czasami w nocy Blackworth poprzysiągłszy zemsty wybierał się na kilku godzinne wędrówki w poszukiwaniu demona.

***
Łazienka dla dziewczyn na trzecim piętrze zachwycała bogatym wyposażeniem. Można tu było dostać wszystko, czego tylko się zachciało. Dlatego też Victoria postspędzić sobotni wieczór relaksując się. Główną barwą, jaka panowała w pomieszczeniu stanowił turkusowy, a wchodząc tutaj miało się uczucie jak-gdyby stało się przed samym oceanem. Wewnątrz pachniało morską bryzą oraz bursztynami. Po środku stała jacuzzi, w której zmieściłoby się nawet 10 osób a nieopodal postawiono trochę mniejszą wannę.Na poboczu można zauważyć saunę choć niewiele osób z niej korzystało. Umywalki wraz z lusterkami znajdowały się po prawej stronie od drzwi, natomiast po lewej umieszczono szafkę dla każdej dziewczyny mieszkającej w instytucie oraz kilka innych dla gości.Naprzeciwko wejścia była ściana cała oszklona lustrem. Gdzieniegdzie zostały porozstawiane półki z wszelkimi olejkami, kremami, żelami, mydłami, solami wodnymi, odżywkami, lakierami i reszcie tego typu rzeczy. Nastolatka podeszła do swojej szafki z czarnym wygenerowanym napisem Dominique Herondale. Otworzyła ją prostym szyfrem włożyła do niej stele oraz ubrania, a włożyła ręczniki. Ubrała na siebie swój ulubiony strój kąpielowy i weszła do wanny zapełnionej już wodą z pianą i bąbelkami. Z wewnątrz wydobywał się zapach lawendy. Po 40 minutowej kąpieli osuszyła się i podążyła do szafki w celu przebrania się. Iskierka przerażenia wdarła się do jej żółtych tęczówek, gdy spostrzegła krótki liścik przyczepiony do drzwiczek. Rozejrzała sie dookoła, ale nikogo tu nie było, ujęła kartkę w dłoń i przeczytała:
- Wszyscy kłamią i wszyscy mają tajemnice, a ja znam każdy sekret. - ciarki przeszły jej po plecach - Miej oczy szeroko otwarte. xPx.

***
Opuszczona Fabryka Mebli przy Wolf Street świeciła pustkami. Praktycznie wszystkie, jakiekolwiek wejścia zostały zakneblowane przez przybite deski. Jedynym dostępem do środka okazało się okno, gdzie ktoś wyłamał drewno. Dwie osoby zrobiły siodełko ze splecionych dłoni i pomagało reszcie wejść przez otwór, aż w końcu sami wskoczyli do wnętrza. Jak to zazwyczaj miało u nich miejsce rozdzielili się. Sophie, Marry i Dominique poszli na lewo, Olga, Victoria, Susanne na prawo a Annie, Leon i Jeremi prosto.

Pierwsze trzy Nocne Łowczynie akurat trafiły na dział z kanapami.

- Ktoś chyba urządzał tu sobie niezłe imprezy - rzuciła Dominique patrząc na porozrzucane dookoła puszki po piwach oraz puste paczki po czipsach.

- I oczywiście nie miał zamiaru tego syfu po sobie sprzątnąć - dokończyła Sophie.

Po chwili zabrzmiał dziwny dźwięk.

- Słyszałyście? - zapytała Marry.

Nastolatki pokręciły głowami. Ten sam hałas dobiegł ponownie do uszu Marry, tym razem i Sophie z Dominique go usłyszały.

- Dochodzi zza tej dużej czerwonej kanapy - powiedziała wyjmując seraficki nóż.

Szła przodem, a dziewczyny podążały za nią. Po kilku chwilach napięcia trafiła do celu, wyskakując z bronią do boju. Wielkie było ich zaskoczenie, gdy okazało się, że to tylko pies z okaleczoną nogą, który skomlał i nie mógł chodzić. Z jednej łapki wystawał mu kawałek szkła.

- Biedne stworzenie, to pewnie przez te dzieciaki, co tu imprezowali, nawet nie zwrócili na niego uwagi - obruszyła się Sophie. - Zabandażuje mu ranę.

Mówiąc to wyjęła z plecaka apteczkę i zaczęła opatrywać zwierzaka.

- Lepiej bądź ostrożna - prychnęła Marry. - Ten głupi kundel mógł tu po prostu nie wchodzić.

- Marry, to tylko pies - mruknęła Dominique rozglądając się na boki.

- Po prostu chodźmy dalej.

Gdy Sophie skończyła, wstała i powędrowała za koleżankami, a zwierzak o dziwo podążył za nią lekko kulejąc.

- Hej! Zaczekajcie - zawołała, ponieważ sporo ją wyprzedziły.


Doszły do następnego przedziału oznakowanego 4b znajdowały się tutaj praktycznie same wielgachne maszyny nie licząc kilkoro pudeł leżących pod nimi. Sprzęty nie były używane od lat, więc stały zakurzone prosząc się o ratunek.

- Robi wrażenie - Dominique otworzyła szeroko oczy. Wiedziała, że fabryka została zamknięta ponieważ zbankrutowała, ale nie spodziewała się tylu przedmiotów tutaj.

***
Olga, Victoria oraz Susanne trafiły na peron 6 z stołami i szafami. Od początku dało się wyczuć w tym miejscu demoniczną aurę, a istota ta wcale nie miała zamiaru się ukrywać. Z potężnej szafy po lewej stronie od wejścia wyskoczył demon, jednak nie w swej prawdziwej postaci. Udawał człowieka, mianowicie wysokiego, szczupłego, nawet przystojnego blondyna. I choć dziewczyny przygotowały się na wszystko, myślały, iż demon będzie chciał bawić się w chowanego.

- Uważajcie! - krzyknęła Vicki powalając koleżanki na ziemie, powodując, że sama dostała obrażeniem w udo.

Olga i Susanne wstały natychmiast, walcząc z potworem i dając czas kuzynce na regeneracje.

- Dałyście się zaskoczyć - wymruczał, a na jego ustach wykwitł złośliwy uśmiech - To chyba nie wróży zbyt dobrze o was, Nefilim.

- Stul pysk ty przebrzydła kreatuto!

- Oj nieładnie, niektórzy Nocni Łowcy nie są zbyt życzliwi, trzeba nauczyć ich kultury.

W tym momencie jego pazury zaczęły rosnąć, aż w końcowej fazie przemieniły się w sztylety. Na jego twarzy wyrosła satysfakcja. Celował w głowę Olgi, jednak chybił o cal, Susanne w tym czasie próbowała odciąć mu ramię, ale ten się uchylił.

- Lepiej przydaj się na coś przed śmiercią i wyznaj, skąd was tyle się teraz bierze w Aberdeen warknęła Sus walcząc toporem.

- Cóż mała Łowczynio, nie dajecie sobie z nami rady? Nas się nie pozbędziecie, wkrótce zawładniemy światem - jego śmiech był odrażający -  A wtedy wasz los będzie marny, Nefilim...

Nie skończył, bo w danym momencie otworzył szeroko oczy i zamienił się w proch. Nastolatki kilka centymetrów dalej ujrzeli pełną energii Annie z rozczochranymi brązowymi włosami. Na rękojeści miecza widać było jej zaciśnięte dłonie.

- Nie mogłam już dłużej słuchać tych bzdur - uśmiechnęła się niewinnie odpowiadając na ich zdziwione miny.

Pierwsza zabrała głos Victoria.

- Jak tu trafiłaś? Przecież poszliście w innym kierunku.

- Wychodzi na to, że tutaj wszystkie drogi są połączone. Nasza grupa nie znalazła nic interesującego, a ja usłyszałam dochodzące stąd wrzaski, dlatego natychmiast przybiegłam.

- Chyba powinniśmy się zbierać skoro załatwiliśmy demona - powiedział Jeremi, który wraz z kolegą pojawił się u boku Annie.

Wszyscy zgodnie kiwnęli głowami.

- Zaraz chwila... a gdzie Sophie, Olga i Dominique? - zapytał Leon po chwili namysłu.

Reszta stała jak skamieniała. Miał rację. Jeśli nic by nie znalazły to już dawno powinny były się tu pojawić.