środa, 23 grudnia 2015

Świąteczna miniaturka cz.1

Tegoroczny bal bożonarodzeniowy miał pozostać na długo w pamięciach jego uczestników, nie tylko ze względu na to, jak pięknie prezentowała się sala. Był jeszcze inny powód.
***
Wyszykowane na bóstwa dziewczyny przekroczyły próg pomieszczenia, każda z nich wyglądała inaczej, ale równie zjawiskowo. Chłopcy w garniturach oraz smokingach też byli niczego sobie. Nocne Łowczynie z zachwytem popatrzyły na wystrój; wnętrze całego miejsca zostało udekorowane w bardzo ładny i precyzyjny sposób. Przy wystawnym oknie stała olbrzymia choinka z tysiącem najróżniejszych ozdób oraz malowniczą złotą gwiazdą u szczytu. Po bokach przy ścianach rozstawiono stoły pełne przysmaków dla każdego, z sufitu zwisały kokardki, bombki, a nawet sztuczne aniołki dodające uroku całej scenografii. Parkiet jak na razie świecił pustkami, chociaż w tle leciały świąteczne piosenki.
- To jak dzisiaj się bawimy na całego? - zapytała ucieszona Olga.
Reszta dziewczyn zgodnie pokiwała głowami. 
- Świetnie, możemy od razu opić się do zgonu - zaproponowała Marry, która dopiero co dołączyła.
- Jestem za! - zawołała przechodząca Julie, a widząc zbierającą się grupkę dziewczyn podeszła zobaczyć o czym mowa.
- To na co czekacie, kieliszki w rękę i do roboty - zaśmiała się Annie. 
Powiedziała to dla żartu, tak jak pozostałe siostry, ale ku jej zdziwieniu wszystkie pobiegły w kierunku stołu z alkoholem. Nie chcąc odstawać od paczki nadal zaskoczona poszła za nimi.
- Na początek proponuje to wytrawne czerwone wino - Victoria wskazała dłonią butelkę trunku z 1845 roku. 
- Skoro tak się na tym znasz to polewaj od razu -  Susanne puściła jej oczko. 
Nie czekając dłużej Vicki nalała każdej po trochu alkoholu. 
- A co tu się wyrabia? - do stołu przywędrowała uśmiechnięta Madeline śpiewająca "All I want for Christmas is you".
- Planujemy się opić - odpowiedziała Aghata.
- Bardziej pasowałoby mi to na Sylwestra, ale skoro tak nie mogę odmówić.
Koleżanka podała jej kieliszek tak jak pozostałym i zawołała:
- Za Nocnych Łowców!
- Za Nocnych Łowców - powtórzyły chórem.
Rozejrzały się po sali. Większość osób już przyszła, a niektórzy nawet porwali się w wir magii świąt i już tańczyli. Jak gdyby nigdy nic Hannah Herondale schowała się tuż obok choinki i czytała książkę w ogóle nie zważając na to co dzieje się wokoło (zapewne czytała by ją gdzie indziej, lecz każdy mieszkaniec Instytutu musiał pojawić się na balu). Dominique widząc to wyrwała dziewczynie księgę z ręki i szybko zamknęła. Hann jak zbudzona ze snu spojrzała na nią pełna złości.
- Ej, co ty sobie wyobrażasz!?
- Tak się składa, że teraz mamy pewną uroczystość, a kiedy tak jest to się bawimy, a nie czytamy.
- Zero sprawiedliwości - burknęła wstając z podłogi.
- Jeszcze tylko więcej uśmiechu, a będzie idealnie - nakręcała ją dalej.
-Ehh, wal się! - krzyknęła odchodząc w stronę barku.
- Też cię kocham, Hann! - posłała jej buziaczka w powietrzu, na co tamta jedynie wywróciła oczami.
Dominique zerknęła na okładkę tomu, tytuł głosił "Angelfall". Przeczytała opis. Nigdy nie sądziła, że Hannah lubi tego rodzaju książki, a tu proszę. Najwidoczniej nie wiedziała jeszcze wielu rzeczy o swych siostrach.