poniedziałek, 2 listopada 2015
Rozdział 7
Kolejny dzień w Instytucie mijał jakoś szczególnie powoli. Większość osób włóczyła się bez celu i nie wiedziała co ze sobą począć. Niektórzy wykorzystali ten dodatkowy czas na przespanie jeszcze paru dobrych godzin. Oczywiście nie obeszło się bez porannych ptaszków, do takich osób wcale nie należała Marry, ale tej nocy kompletnie nie mogła zasnąć. Wiercąc się to z jednej strony, to z drugiej wstała wreszcie z łóżka i spojrzała na zegarek. Było dziesięć minut po godzinie czwartej. Wierzchem dłoni przetarła oczy oraz założyła miękkie, białe kapcie. Następnie po cichu wymknęła się z pokoju i powędrowała krętymi korytarzami Instytutu. Nie wzięła ze sobą niczego, co pomogłoby oświetlić jej drogę, ale ani trochę jej to nie przeszkadzało, aż ostatecznie uderzyła głową o ścianę i upadła na dywan. Zirytowana zaczęła przeklinać na cały głos, budząc przy tym koleżankę w pobliżu.
Zaspana Dominique otworzyła drzwi swojego pokoju.
- Co tu się do cholery jasnej... - urwała widząc Marry - Co się stało?
Nastolatka odwróciła się i zobaczyła koleżankę. Podrapała się ręką po głowie.
- Ach no nic takiego, mały wypadek przy pracy.
- Na pewno wszystko w porządku? - ziewnęła Domi.
- Tak, jasne. - zamknęła przy tym na chwilę oczy - I jeśli cię obudziłam to wiesz...
- Nic się nie stało, zdążyłam się do tego przyzwyczaić, wiesz jak to jest. Ale raczej już nie zasnę.
Marry zrobiło się trochę głupio, że swoimi wrzaskami obudziła kuzynkę, lecz to po prostu leżało w jej naturze i nic nie mogła na to poradzić.
- Jeśli masz ochotę, możesz się ze mną przejść - zaproponowała.
- Poczekaj chwilę, założę tylko szlafrok - mówiąc to zniknęła za drzwiami.
Minęły trzy minuty i Dominique z powrotem znalazła się przy wejściu.
- To dokąd? - zapytała już nieco bardziej ożywiona.
- Do kuchni. Jeśli zaraz czegoś nie zjem to padnę.
Kiedy doszły na miejsce, bez wahania wyjęły z szafki każdego rodzaju ciasteczek oraz wlały mleka do szklanki.
- Fuj te są okropne - Marry wypluła w chusteczkę słodycz, który przed chwilą przeżuwała.
- Marcepanowe? One są przepyszne - dziewczyna wzięła je do ręki i zjadła z rozmarzoną miną.
W tym czasie jej towarzyszka przyglądała się temu z niesmakiem.
- Jak ty możesz to... - nie dokończyła ponieważ niedaleko nich spadło jakieś naczynie i stłukło się.
Nocne Łowczynie natychmiast wstały rozglądając się dookoła.
- Halo?! Jest tu ktoś? - zawołała mocnym głosem Dominique.
Jednak nikt nie odpowiedział.
- Ty idź na prawo, a ja na lewo.
Marry kiwnęła głową.
Ale chociaż przeszukały calutką kuchnie, nikogo nie znalazły.
***
Hannah tego dnia dopisywał humor. Chodziła po Instytucie żwawo zaczepiając innych. Po drodze spotkała Sophie.
- Cześć młoda! - zawołała.
Sophie szybko odwróciła głowę i z uśmiechem na twarzy również powitała koleżankę.
- Słyszałaś o imprezie Halloween'owej? - zapytała Soph.
- Jasne, większość tylko o tym gada. Chyba pójdę, a ty?
- Właściwie to nie jestem do końca przekonana skoro organizują to podziemni - nastolatka przestępowała z nogi na nogę.
- Chodź, będzie mega zabawa! Słyszałam, że Dominique, Madeline i Victoria też idą i jeszcze kilku chłopaków.
- No nie wiem... - Sophie niezbyt przekonywała ta perspektywa.
- Naprawdę nie wiem nad czym się zastanawiasz - pokiwała z dezaprobatą Hann - Idziesz z nami i nie ma żadnego "ale".
- Ochh to niesprawiedliwe! - dziewczyna siliła się na oburzenie, chociaż pomyślała, że takie małe oderwanie się od codzienności raczej jej nie zaszkodzi.
- Nie marudź mi tutaj. Zostało nam zaledwie kilka godzin! A jeszcze musimy wymyślić przebrania i wszystko przyszykować... - zaczęła nawijać młoda Nocna Łowczyni.
Sophie wywróciła oczami, złapała ją za rękę i pociągnęła za sobą.
***
- Wyglądam jak... - zaczęła Victoria nie dobrze wiedząc jak to określić - Jak straszydło!
Reszta koleżanek zaśmiała się.
- Tak masz wyglądać - powiedziała z kpiącym uśmiechem Madeline, która sama już była przebrana, tylko za kościotrupa.
- Ale, ale, ale - przejrzała się jeszcze raz dokładnie w lustrze. Chciała wyglądać jak księżniczka mroku, a one zrobiły z niej Gnijącą Pannę Młodą. Niedorzeczne. Nie było nawet czasu, żeby cokolwiek zmienić.
- Jesteście okropnymi wizażystkami! - obruszyła się.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)